Polecane Strony:

dreszer-adamas.pl - kancelaria prawna Łódź
autolux.net.pl - wynajem aut Gdańsk
bio-ecology.com.pl - przydomowe biologiczne oczyszczalnie ścieków
colonpack.pl - oczyszczanie jelit
cichonlampy.pl - żyrandole
Zapraszamy.
A A A

Wszystko Dla Pań - część II

 

 

 

Mimo woli, podobnie jak Bourras, którego nazywali
wariatem, powracali wciąż do tego widoku rozdzierającego im serce. Była w tym jakaś
zaciekła potrzeba cierpienia. Genowefa, bardzo blada, stwierdziła, że Colomban przygląda
się rysującym się na szybach cieniom sprzedawczyń. Baudu dusił się od hamowanej wściekłości,
oczy jego żony napełniły się łzami.
- Zgłosisz się do nich jutro, prawda? - zapytał wreszcie kupiec dręczony niepewnością,
czując, że podobnie jak inni bratanica uległa urokowi magazynu.
Denise zawahała się przez chwilę, a potem odrzekła łagodnie:
- Tak, , jeżeli to nie sprawi stryjowi zbyt wielkiej przykrości.

Nazajutrz o pół do ósmej Denise znajdowała się już przed magazynem Wszystko dla
Pań . Chciała załatwić swoją sprawę, zanim zaprowadzi Janka do jego pracodawcy,
który mieszkał daleko, w górnej części przedmieścia Tempie. Przyzwyczajona do wczesnego
wstawania, pośpieszyła się zanadto: sprzedawcy dopiero się schodzili. Onieśmielona,
lękając się śmieszności, dreptała czas jakiś w miejscu na placu Gaillon.
Zimny wiatr osuszył już chodniki. Z wylotów wszystkich ulic, oświetlonych bladym,
porannym światłem sączącym się z nieba barwy popiołu, wypadali pośpiesznie subiekci,
z podniesionymi kołnierzami u palt, z rękami w kieszeniach, zaskoczeni pierwszym
dreszczem zimy. Szli przeważnie pojedynczo i znikali w drzwiach magazynu bez jednego
słowa, bez jednego spojrzenia nawet w stronę kolegów biegnących tuż obok; inni nadchodzili
po dwóch lub po trzech, rozmawiając z ożywieniem i zajmując całą szerokość chodnika.
Wszyscy przed wejściem jednakowym gestem rzucali do rynsztoka niedopałki papierosów
lub cygar.
Denise spostrzegła, że wielu z nich przygląda się jej uważnie. Wzmogło to jeszcze
jej nieśmiałość. Zabrakło jej sił, aby iść za nimi, i postanowiła zaczekać, aż wszyscy
wejdą. Rumieniec oblewał ją na samą myśl, że mogłaby znaleźć się w drzwiach razem
z tym tłumem mężczyzn. Lecz fala subiektów wciąż płynęła w kierunku sklepu i Denise,
chcąc uniknąć krępujących ją spojrzeń, okrążyła wolno cały plac. Gdy wróciła na dawne
miejsce, zastała stojącego przed drzwiami magazynu wysokiego bladego młodzieńca o
niezdarnych ruchach. Czekał już tutaj, podobnie jak ona, od kwadransa.
- Przepraszam panią, czy pani nie jest przypadkiem ekspedientką w tym magazynie?
- zapytał jąkając się.
Zagadnięta przez nieznajomego, Denise zmieszała się do tego stopnia, iż nie mogła
zdobyć się na odpowiedź.
- Widzi pani - mówił dalej, gmatwając się jeszcze bardziej - chcę się dowiedzieć,
czy nie
mogliby mnie tutaj przyjąć, i chciałem zasięgnąć u pani informacji. Młodzieniec był
równie onieśmielony jak Denise, lecz widząc, że jest podobnie jak i on zmieszana,
odważył się jednak zaczepić ją.
- Udzieliłabym panu informacji z przyjemnością - rzekła wreszcie - ale jestem w takim
samym położeniu jak pan. Przyszłam tutaj szukać pracy.
- Ach, , tak - powiedział, , zupełnie zbity z tropu. Zaczerwienili się oboje, wzruszeni
podobieństwem sytuacji, nie ośmielając się jednak wyrazić wzajemnych życzeń pomyślności.
Nie mieli sobie już nic więcej do powiedzenia i skrępowanie ich wzrastało, rozstali
się więc niezręcznie i stanąwszy o kilka kroków jedno od drugiego czekali znów -
każde z osobna.
. Subiekci schodzili się ciągle. Denise słyszała, jak żartowali rzucając spojrzenia
w jej stronę. Wstydząc się coraz bardziej, że robi z siebie widowisko, postanowiła
przejść się po sąsiednich ulicach. Nagle zauważyła jakiegoś młodego człowieka spiesznie
idącego ulicą PortMahon. Zatrzymała się więc jeszcze na chwilę. Musiał być chyba
kierownikiem działu, bo wszyscy subiekci kłaniali mu się uprzejmie. Wysoki pan miał
jasną cerę i starannie utrzymaną brodę. Gdy Denise przechodziła przez plac, oczy
jego, koloru starego złota, miękkie jak aksamit, zatrzymały się przez sekundę na
niej. Wszedł do magazynu myśląc już o czymś innym, a ona, wstrząśnięta tym spojrzeniem,
stała nieruchomo, ulegając dziwnemu wzruszeniu, w którym więcej było niepokoju niż
zachwytu. Znów ogarniał ją strach. Aby nabrać odwagi, przeszła wolno wzdłuż ulicy
Gaillon, a następnie skręciła w ulicę Świętego Rocha.
Nieznajomy był czymś więcej niż kierownikiem działu, był to Oktaw Mouret we własnej
osobie. Nie spał tej nocy ani chwili. Wieczór spędził u maklera, a potem poszedł
na kolację w towarzystwie przyjaciela i dwu aktorek z jakiegoś małego teatrz yku
paryskiego. Wysoko

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 41 Następna »